Iza - moja miłość, moje utrapienie.

Wielkość czcionki

Iza - moja miłość, moje utrapienie.

Iza urodziła się w połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy dostęp do informacji na temat rehabilitacji dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym był dosyć trudny. Komputera nie widzieliśmy na oczy, a o internecie nawet nam się nie śniło. Kupiliśmy w księgarniach wszystkie książki na ten temat - były trzy. Udało nam się jednak trafić do ludzi i miejsc gdzie chciano nam pomóc. I tak zaczęła się wieloletnia przygoda z terapią. Dla niej zmieniliśmy miejsce zamieszkania, zrezygnowałam z pracy, przystosowaliśmy mieszkanie do jej potrzeb. Zaczęłyśmy uczyć się siebie. Nasze życie przewartościowało się, zmieniły się priorytety.

Na szczęście, niepełnosprawność dzieci przestaje być tematem tabu. Nie są one już chowane w czterech ścianach ze względu na wstyd albo w imię źle pojętej troski rodzicielskiej – by uchronić siebie i dziecko przed wzrokiem wścibskich gapiów, by nie patrzeć, jak ludzie patrzą z politowaniem, by uniknąć przykrych pytań.
Nie warto jednak się oszukiwać – wychowanie dziecka z upośledzeniem umysłowym czy mózgowym porażeniem dziecięcym, jest niezmiernie trudnym zadaniem, wyczerpującym zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Odkryliśmy ile mamy wokół siebie przyjaznym osób, kiedy sąsiedzi przestali odpowiadać dzień dobry tej, co kalekę urodziła. Ja - cicha, grzeczna - stałam sie jak "lwica", co do gardła potrafi skoczyć każdemu, kto krzywo spojrzy na moje dziecko. Wiem, że mogę wszystko, pokonam każdą przeszkodę, głazy przeniosę - dla niej, bo ona jest bezbronna. Często słyszę pytania, jak mogę tak żyć, gdy wszystko podporządkowane jest jej. Bo tak trzeba, bo tak chcę, bo na tym polega rola matki. Opieka 24 godzinna jest męcząca gdy każde wyjście z domu jest problematyczne. Czasami marzę, aby wyjść z domu i usiąść w parku na ławce, popatrzeć w ciszy na drzewa, albo zrobić zakupy, takie nie biegiem. Dla innych banał, dla nas - rzecz trudna do zrealizowania.

iza thin

Przeszliśmy długą drogę od szukania pomocy u lekarzy, rehabilitację, walkę o uzyskanie jak najlepszych efektów po pewnego rodzaju stabilizację i akceptację. Dużo udało się przez te kilka lat osiągnąć. Iza chodzi - byle jak, przewraca się, łamie, ale chodzi. Coś tam mówi, kilka pojedyńczych słów, ale my się rozumiemy doskonale. Czasami się naje, nawet jeśli tylko co 5 łyżka do buzi trafia. Wiele oczywiście nigdy się nie uda, bo studiów to ona na pewno nie skończy i sportowcem nie zostanie. Plusem posiadania niepełnosprawnego dziecka jest to, że: - zawsze wiem gdzie ona jest, nigdzie nie pójdzie, nie narozrabia - nie mówi, więc nie kłóci się ze mną, nie pyskuje, nie domaga się głośno w sklepie nowej zabawki, czy modnej bluzki - nigdy nie jestem samotna, zawsze mam super towarzystwo - nigdy się nie przewracam, nawet gdy jest bardzo ślisko bo pchanie wózka powoduje, że zawsze mam się czego przytrzymać. Minusy - patrzę dziecku głęboko w oczy i po prostu o minusach zapominam. Nauczyłyśmy się żyć ze swoimi wadami i pomimo zalet. Jak każda matka najbardziej pragnę jej szczęścia i chcę zapewnienić jej poczucie bezpieczeństwa. Aby nigdy nie była sama, zawsze miała wokół siebie ludzi przyjaznych, na których będzie mogła liczyć.

Próbuję nie myśleć co będzie za 5, 10, 15 lat, czy będzie ciężko, czy dam radę. Jesteśmy tu i teraz, chcemy być szczęśliwi i my i ona na swój "niedoskonały" sposób. Czasami obie mamy dość swojego towarzystwa, zamykamy się wtedy każda w innym pokoju i nabieramy siły i chęci na dalej, na dłużej. Bo my już na zawsze razem, matka i córka - jedność.

Mama Izy